czwartek, 28 lutego 2019
O słowach, które tną jak brzytwa, czyli fragmenty książki „Życie na pełnej petardzie”
Jak łatwo sprawdzić, ile z tego, co myślimy, to tylko próba przeniesienia kopii siebie na kogoś innego. Wypowiedzcie chociaż słowo: Kościół. Właśnie dlatego zatrzymał mnie fragment wspomnień ks. Jana Kaczkowskiego z czasów szkolnych. „ Wspomnienie jednego z karnych apeli. Zmierzch PRL-u. Zostałem wywołany na środek, ponieważ miałem na sobie czerwony sweter, a tego dnia wszyscy powinni być w mundurkach. Przed szereg wezwano też Artura, bo był w kurtce. Wychowawczyni stanęła przed nami i się wydzierała. Uczucie koszmarne, skojarzenia obozowe. «Czy taaaaaaak wygląda uczeń?! Czy taaaaaaak wygląda uczeń?!» – krzyczała. Na mnie to w ogóle nie robiło wrażenia, ponieważ w domu zostałem nauczony, że jak ktoś się drze, to znaczy, że problem jest w nim , nie we mnie”.
czwartek, 17 stycznia 2019
O języku, czyli że święta to coś, co mamy w głowie
Foto: arch. pryw. Zaczyna się zwykle powtarzanym bez zastanowienia «trzeba», jednak dobrze jest, gdy skończy się osobistym, wyrażanym w pierwszej osobie: ja chcę. Ostatnie Święta po raz kolejny skłoniły mnie do refleksji, że to wyjątkowo dobry czas, by skonfrontować się z językiem osobistym, a przynajmniej sprawdzić, jak działa, i czy w ogóle działa – w najbliższym otoczeniu. Oczywiście, dotyczyć to będzie przede wszystkim tych osób, które wcześniej tego nie robiły.
czwartek, 22 listopada 2018
O planach i ich braku, wierze i życzliwości
Moda na głupie święta nie słabnie. Obyśmy o życzliwości nie zaczęli sobie przypominać tylko raz w roku. Zeszłoroczny Dzień Życzliwości przyniósł mi złą wiadomość. To dlatego zapewne dowiedziałam się o tym święcie, bo wyrwana z codziennego pędu – spojrzałam w kalendarz.
poniedziałek, 17 września 2018
O powrocie z wakacji i pomyśle na zmianę bloga
Foto: arch. pryw. Decyzja o zmianie pewnie nigdy nie jest łatwa. Ale czasem wpada, ot tak!, do głowy. Albo też to, co tkwi wewnątrz, w człowieku, wreszcie się krystalizuje. Pewnego wrześniowego poranka, idąc rano do pracy, wyobraziłam sobie spotkanie z dawno nie widzianą osobą. Kimś, kogo znam: – Jak było na wakacjach?
czwartek, 12 lipca 2018
O nauce poprzez sport, czyli tenis jako szkoła życia
To nie będzie tekst o charakterze wspomnieniowo-narzekającym, z cyklu: kiedyś było lepiej, ale że – miałam zaszczyt poznać taką, a nie inną osobę. Gdy kończy się wielkie piłkarskie święto, ja myślę o tenisie. A to dlatego, że na stole w mojej kuchni – wśród innych gazet, papierów i książek – przewala się magazyn „Tenis”, który na światło dzienne wyciągnęłam przed paroma miesiącami. Wydanie sprzed lat. W dodatku jedna z inicjatyw wydawniczych tyleż chybionych, co niemających szans na powodzenie.



