Po śmierci taty wracam do wiersza Grzegorza Przemyka i do własnych wspomnień. Nie po to, by zatrzymać czas, bo tego nie potrafię, ale by lepiej zobaczyć to, co po sobie zostawiamy.
Dwa tygodnie temu zmarł mój tata.Nagle, cicho, jakby urwał się dźwięk, który w tle był zawsze.
Wiersz Grzesia Przemyka, który w istocie poznałam niedawno, od tamtej pory wraca mi w myślach jeszcze wyraźniej.
Zwłaszcza jeden wers:
„A my pójdziemy dalej”.
Cały ten wiersz czytam dziś jako opowieść o przyjściu, które jest już tylko wspomnieniem. I o obecności, która zostaje, choć głos milknie.
Czasem łapię się na tym, że chcę coś tacie opowiedzieć. Niedawno przecież rozmawialiśmy. Jeszcze niedawno był. A potem przypominam sobie, że ten odruch nie ma już dokąd pobiec.
Może dlatego wracam do słów. Do własnych i cudzych. Próbuję nimi dotknąć czegoś, czego nazwać jeszcze nie umiem.
Czasem człowiek odchodzi tak, jak w tym wierszu –
jakby musiał iść dalej, choć coś z niego zostaje tu.
Zostają wspomnienia w pamięci, cień w codzienności, sylwetka w naszych gestach.
Zostaje sposób, w jaki patrzył na świat.
W przypadku mojego taty zostaje też głos.
Trudno mi o tym nie myśleć. Przez lata słuchali go ludzie siedzący przed telewizorami, ale dla mnie był po prostu głosem taty.
Pamiętam jedną rozmowę przy świątecznym stole. Temat zszedł na sztuczną inteligencję. Ktoś rzucił, że kiedyś będzie można odtworzyć głos człowieka tak wiernie, że trudno będzie odróżnić go od prawdziwego. Tata się wystraszył. Nie rozumiał tego.
Dzisiaj często wracam do tamtej chwili. Bo wiem już, że nawet jeśli technologia potrafiłaby kiedyś odtworzyć jego głos, nie potrafiłaby odtworzyć jego samego.
Po nim zostało jednak znacznie więcej niż głos.
Tata nauczył mnie wrażliwości na słowo. To ważne. Nauczył mnie też wymagać od siebie w pracy. To również ważne. Zostawił mi ciekawość świata i przekonanie, że człowiek nigdy nie jest za stary, by nauczyć się czegoś nowego. Pamiętam, z jakim zaangażowaniem uczył się obsługi komputera, gdy pojawił się w naszym domu. Sam, zupełnie sam. Przecież wcześniej każdego dnia pracował przy maszynie do pisania.
Mam też wspomnienia dużo bardziej zwyczajne. Pamiętam, jak złościł się, że po domu stoją nieumyte szklanki po herbacie. Złościł się rzadko, więc tym bardziej zapadło mi to w pamięć. Dzisiaj myślę o tym z uśmiechem. O tych szklankach i o czasach, gdy herbata była po prostu herbatą, a nie jednym z kilkudziesięciu smaków do wyboru.
Wiersz Przemyka może więc brzmieć inaczej
jak opowieść o drodze, którą ktoś musi kontynuować,
podczas gdy my uczymy się żyć z tym, co po nim zostało.
Bo on – ten właściwy „on” – musiał iść dalej.
Nie dlatego, że chciał.
Tylko dlatego, że taka jest granica życia.
Żałoba nie jest mi obca. Przeżywałam ją już po odejściu kilku bliskich osób.
A jednak każda strata jest inna.
Wiem tylko, że od dwóch tygodni uczę się obecności na nowo.
-----
Pamięci Mojego Taty, Karola Stopy
z inspiracji wierszem G. Przemyka „Jeśli przyjdziesz”

0 comments
Prześlij komentarz