![]() |
| Foto: arch. pryw. |
W tym wpisie podzielę się z wami wierszem. Napisałam go zimą. Dawno temu – zanim nauczyłam się zostawać.
Tej zimy, wyjątkowo śnieżnej i wyjątkowo zimowej, wiersz wrócił do mnie z całą swą mocą.
Znów ulepię bałwana
Opasam kolistością spojrzeń
i namaszczę pocałunkiem
Ucieknę
by nie widzieć łez na jego policzkach
Gdy uwiedzie mnie słońce
Lecz nie w nim grzać się będę
Na ołtarzu wspomnień zapalę znicz
Ku czci śnieżnej prostoty
Ten wiersz był moim pierwszym pożegnaniem z tym, co kruche. Pierwszym, które wyraziło się w słowach. Cały czas widzę tę nastoletnią dziewczynę, szukającą w śnieżnej prostocie azylu przed słońcem, które nie grzało. I przytulam ją. Teraz, po latach już wiem, bo się nauczyłam, że nie muszę uciekać, gdy coś zaczyna topnieć. Zostaję. Nawet jeśli na policzkach pojawiają się łzy.
A ty? Masz takie wspomnienia, które wciąż palą się na twoim ołtarzu wspomnień?

0 comments
Prześlij komentarz