czwartek, 19 lutego 2026

O bałwanie, ucieczkach i czułości

Foto: arch. pryw.

W tym wpisie podzielę się z wami wierszem. Napisałam go zimą. Dawno temu – zanim nauczyłam się zostawać.


Tej zimy, wyjątkowo śnieżnej i wyjątkowo zimowej, wiersz wrócił do mnie z całą swą mocą.




Znów ulepię bałwana 
Opasam kolistością spojrzeń 
i namaszczę pocałunkiem 

Ucieknę 
by nie widzieć łez na jego policzkach 
Gdy uwiedzie mnie słońce 

Lecz nie w nim grzać się będę 
Na ołtarzu wspomnień zapalę znicz 
Ku czci śnieżnej prostoty




Ten wiersz był moim pierwszym pożegnaniem z tym, co kruche. Pierwszym, które wyraziło się w słowach. Cały czas widzę tę nastoletnią dziewczynę, szukającą w śnieżnej prostocie azylu przed słońcem, które nie grzało. I przytulam ją. Teraz, po latach już wiem, bo się nauczyłam, że nie muszę uciekać, gdy coś zaczyna topnieć. Zostaję. Nawet jeśli na policzkach pojawiają się łzy.

A ty? Masz takie wspomnienia, które wciąż palą się na twoim ołtarzu wspomnień?

0 comments

Prześlij komentarz