![]() |
| Foto: quinsi / FreeImages |
Żałoba po czymś, co formalnie nadal istnieje, ale dla ciebie już nie, może być jedną z najtrudniejszych form straty. Bo nikt jej nie widzi, nie ma rytuału, nie ma grobu – a jednak boli.
Są takie żałoby, które nie dotyczą śmierci.
To żałoby po miejscach, w których kiedyś czuliśmy się bezpiecznie.
Po zaufaniu, które pękło bez ostrzeżenia.
Po pracy, która miała być przestrzenią rozwoju, a stała się źródłem napięcia.
Opłakujemy to, co utracone –
sens, ciągłość, stabilność –
ale też to, co miało być,
co wciąż mogło się wydarzyć.
Plan na życie, który nagle został nam wyrwany z rąk,
choć przez lata robiliśmy to, co do nas należało –
rzetelnie, bez upomnień, bez zastrzeżeń.
To także żałoba po relacji zawodowej,
która miała być partnerska, a okazała się jednostronna.
Po miejscu, które deklarowało wartości,
ale nie potrafiło ich unieść.
I choć nikt tej straty nie widzi,
ona jest realna.
Bo żegnasz nie tylko stanowisko.
Żegnasz część siebie –
tę, która ufała, że procedury i dobre intencje wystarczą.
Zostaje cisza.
A w niej – powoli – zaczyna się rodzić coś nowego.
Świadomość własnej wartości.
I to ona zostaje, gdy wszystko inne się rozsypało.

0 comments
Prześlij komentarz