środa, 18 września 2019

O śmieceniu, czyli wracając do czasów sprzed świadomości

Foto: arch. pryw.

Był wieczór, a tancerze na scenie podrygiwali w ognistych rytmach salsy. Czy w takiej atmosferze można myśleć o... śmieciach?

Wróciłam z wczasów. Z postanowieniem, że jak do głowy przyjdzie myśl, ta odpowiednia, to zacznę pisać. O tym, co widziałam. Co utkwiło mi w pamięci najbardziej. Nie, nie piękne widoki.

Wspomnienie pierwszej wycieczki z hotelu nad morze, i w celu zwiedzenia najbliższej okolicy. Metalowa kładka, którą nie przejść nie sposób, bo innej drogi nie ma. W dole, a jakże, plastikowe torebki, sztućce, tacki, butelki, puszki; butelki również szklane. Jak echo nocnej libacji. Bułgaria i złote piaski. Dlaczego śmieci nikt tutaj nie zbiera? Jak długo już tutaj leżą? Czy tylko ten jeden sezon, czy jednak dłużej? A podobno Bułgaria wiedzie prym wśród państw Wspólnoty w zmniejszaniu ilości produkowanych odpadów. Tak na początku tego roku podał Eurostat.

To mój drugi wyjazd w formule all-inclusive. A więc tej, która doczekała się niechlubnej opinii wczasów «dla leniwych». Z pełnym wyżywieniem i alkoholem bez ograniczeń. Nie przeczę. Jednak po raz pierwszy zwracam uwagę na coś, co wcześniej umknęło mojej uwadze: nieprzebrane ilości resztek niespożytego jedzenia. Co oni z tym robią, tam, na zapleczu? – pytanie dzwoni mi z tyłu głowy przez cały mój pobyt. A przecież resztki jedzenia, również jedzenie nietknięte, które zabierane jest ze stołów, to nic innego, jak… odpady. Czyli coś, co wymaga specjalnego potraktowania. Przebrania, rozdzielenia, umieszczenia we właściwych pojemnikach. Np. w Polsce, według nowych przepisów, skorupki jajek czy warzywa są surowcem, który nadaje się do powtórnego przetworzenia; z kolei do recyklingu nie kwalifikują się mięso, torebki po herbacie i nabiał (powinny zatem trafić do oddzielnego pojemnika), czy wreszcie – choć to akurat mnie nie dziwi – chusteczki nawilżane czy pieluchy.

Tym, co widzę w Bułgarii, jestem wręcz zdruzgotana. I ja w tym biorę udział?! Orędowniczka nieśmiecenia, a może raczej: mądrego śmiecenia, takiego: zgodnie z zasadami?! Na co dzień, chociażby, segregująca odpady w domu, chodząca do sklepów z własną, materiałową torbą i niekupująca plastikowych reklamówek… Tak na marginesie: w Bułgarii za te tzw. foliówki nie trzeba płacić.

O śmieciach, czy – jak kto woli – odpadach pisałam swego czasu sporo. Nie tylko zawodowo. Świadomość tego, czym są i co należy z nimi robić, wchodzi w krew, i złych praktyk zauważyć po prostu się już nie da. All-inclusive to przemysł, i jest bliżej niż myślisz, niż w swojej książce „Witajcie w Raju” pisze Jeannie Dielemans – ta refleksja mnie nie opuszcza (mój tekst o niej: tutaj).

Pamiętam moment, gdy idea zrelacjonowania tego, co widziałam, ba!, czego doświadczyłam, konstytuowała się w mojej głowie. Wieczór i bułgarscy tancerze podrygujący na scenie w ognistych rytmach salsy. Uczta dla oka. Jeszcze raz musiałam zmienić miejsce, bo choć pokaz odbywał się na świeżym powietrzu, przy znacznej publice, jakaś pani, otoczona wianuszkiem dzieci, uporczywie dymiła mi w twarz. Kolejny przyczynek do tego, by myśleć, że te wczasy są jak powrót do czasów przed świadomością.

Ale jednym słowem podsumowywać ich nie chcę. Zniszczyłabym to, co było fajne. Jest taki zwyczaj, dość zdawkowego przekazywania sobie informacji. Łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że pytanie: „No i jak było…?”, wymusza krótką, zwięzłą odpowiedź. (To skądinąd pytanie z gatunku: „Jak Ci leci?”) Poza tym, jestem przekonana, że gdy złych wspomnień samodzielnie się nie podsyca, zostają tylko te dobre.

Pobyt w Bułgarii pokazał mi, jaki kawałek drogi przeszliśmy. Warto się o tym przekonać. Gdy zaś pod lupę biorę informację, że Bułgaria jest dziś liderem w zmniejszaniu ilości śmieci, mam wrażenie, że jest w tym pewna logika. No tak, kraj wychodzi z wieloletnich, wielkich zaniedbań. Ma więcej do zrobienia niż kraje rozwinięte.

Zachowując miłe wspomnienia z wakacji, myślę o kolejnym, i to rocznicowym, bo 25. sprzątaniu świata – które tuż-tuż (i o tej inicjatywie pisałam, tekst znajdziecie tutaj). Wydawało się, że w Polsce lat 80. przedsięwzięcie odstaje od rzeczywistości, a jednak: zyskało renomę. Może lepiej wziąć za rękę dzieci bądź wnuki i ruszyć na wspólne sprzątanie np. parku, niż debatować nad zasadnością segregacji śmieci do sześciu worków. Nie inaczej tworzy się nowe nawyki.

0 comments

Publikowanie komentarza