| Foto: Rysunek mojej córki z maja 2021 roku. Powstał już po publikacji tego tekstu. |
Ten tekst napisałam, bo nagle zapragnęłam, żebyście coś o mnie wiedzieli. Na blogu, który tworzę, rzeźbię i klecę od iluś lat, do tej pory nie było na to miejsca.
Moje życie to nagromadzenie, a wręcz przesyt różnych treści. A mój blog to świat widziany moimi oczami. Taki trochę w tempie slow. Nie szukam materiałów dowodowych uzasadniających rozliczne, i jakże powszechne przesądy czy kalki myślowe. Badam, dociekam, sprawdzam, obserwuję. No i nazywam. Tak, nazywanie rzeczy po imieniu to dość istotna moja potrzeba.
Jestem psychologiem – z wykształcenia i z pasji. Przez wiele lat parałam się zawodem dziennikarza. Sądzę zresztą, że dziennikarstwo zostało mi we krwi. Bo to się po prostu ma: skłonność do drążenia tematu, gotowość do wejścia w plątaninę informacji i wyłapania tych, które mają znaczenie, oczywiście upór, determinację. No i łatwość ubierania rzeczy w słowa – nazywa się to chyba: lekkim piórem.
Z tym zawodem postanowiłam jednak zerwać, gdy zostałam mamą. Pracuję w środowisku akademickim jako bibliotekarz sieci. Obracam danymi, treściami i informacjami, które mają służyć promowaniu dorobku, a w pewnym sensie i wizerunku naukowców. I mam do czynienia z umysłami ścisłymi. Bazy danych – cóż, to może brzmieć wyjątkowo nudno. Uwierzcie jednak, że dla mnie ta praca jest porywająca. Czasami potrafię godzinami nie wstawać od komputera.
Jak na humanistkę moje życie zawodowe potoczyło się więc dość przewrotnie. W moich tekstach odzwierciedlenie znajdują jednak i sprawy prywatne. Ba!, zajmują nieraz dużo miejsca. Gdy ze mną zostaniesz, przekonasz się, że kluczę wokół kilku tematów, i o nich lubię pisać. Ot!, cała prawda o mnie. Nie obiecuję gotowych odpowiedzi. Mogę za to obiecać uważność, szczerość i teksty pisane bez pośpiechu.
Ten blog jest dla mnie cennym narzędziem do wyrażania siebie. Taką przestrzenią dla mnie. Nikomu nie każę się ze mną zgadzać. Ale za każdym razem będzie mi miło wiedzieć, że ktoś jest po drugiej stronie.
O moim pisaniu było też trochę tutaj.
Hm...."Tak, nazywanie rzeczy po imieniu to dość istotna moja potrzeba."... to nazwijmy rzeczy po imieniu: czy noszenie maseczki przysłaniającej brodę i usta jest sensowne? A afiszowanie się z takim zachowaniem...
OdpowiedzUsuńWiesz, ja bym się w tym nie doszukiwała drugiego dna. Chyba wszyscy nosimy teraz maseczki. ;-)
UsuńTym razem rzeczywiście się afiszuję, a tym samym informuję.
OdpowiedzUsuńZdjęcie w poście zmienione 2 stycznia 2021.
Lubię tu zaglądać :-)
OdpowiedzUsuńNo dziękuję. :-) Zapraszam do subskrypcji. :-)
Usuń