08 listopada, 2016

O słowach, którym można dać drugie życie

Mam takie dziwne przekonanie, że na blogu nic nie zginie, bo to – jak mówią – jest taki dom na własnej ziemi. A pod ręką chciałabym mieć różne, ważne dla mnie teksty, słowa, notatki.


Są takie słowa i takie teksty, które zapadają w pamięć. Które nasza pamięć przechowuje bardzo głęboko, jednak nawet po latach bez problemu można do nich powrócić. Pstryk, to było w tamtym, ...owym numerze magazynu X, który przechowuję w pudle na szafie. Albo w zmiętoszonej gazecie, którą od wielu dni noszę w torbie. Zaraz, której to? Kilka ruchów, i już obracam w dłoniach żółknący, zmechacony papier. Czasem też myślę, że tekst: jeden czy drugi, z chęcią opatrzyłabym komentarzem – wszak na słowo odpowiada serce. Ale to nie reguła.

Pomyślałam, że stworzę archiwum tych tekstów. Takie archiwum prywatne, czysto subiektywne, moje. Zrobię im miejsce na blogu, który kiedyś zachciało mi się pisać, a który od iluś miesięcy leży odłogiem. Tych tekstów, dla mnie ważnych, słów gdzieś wypowiedzianych, pozapisywanych w rozlicznych notatnikach i będących zaczynami tekstów własnych, gazet, których nie sposób wyrzucić i w efekcie miesiącami walają się na stole bądź podłodze – było czy też jest sporo. Chciałabym mieć je wszystkie, pod ręką.

Dla mnie mają wartość, stąd pomysł, by zachować je w elektronicznej formie. Może dobry, może nie – czas pokaże. Bo kto wie, czy tę stronę internetową będę mogła kiedyś otworzyć tak, jak dziś otwieram stary album ze zdjęciami. Przecież wraz z rozwojem globalnej sieci i oprzyrządowania służącego do jej utrzymania, do kolejnych nośników danych w przyszłości możemy stracić dostęp. Pamiętacie chociażby dyskietki? No właśnie. Ale Internet podobno nie zapomina nigdy.

0 komentarze

Publikowanie komentarza