czwartek, 23 kwietnia 2020

O koronawirusie i tym, że wszystko, co ważne, samo nas znajdzie

Ten film oglądałam jako bardzo młoda kobieta i nie przypuszczałam, że wspomnienie o nim samo do mnie wróci, po latach.


„Będziemy żyć jak dotąd. Pracować i płacić podatki. Nie trzeba robić zapasów. Nie będzie warunków do spekulacji. Niniejszym zamrażam wszystkie płace i ceny. Butelka wody będzie jutro kosztowała tyle co wczoraj”.

O zbliżającej się katastrofie wiedzieli dużo wcześniej niż my tuż przed wybuchem, a raczej ogłoszeniem stanu epidemii. Wiedzieli. I mogli się na nią przygotować. To nie był długi czas niepewności i zamknięcia w czterech ścianach. Chociaż na pewno mieli niefajną świadomość. Skoro w efekcie większość z nich zginęła, przykryta ogromną falą?!

Początek zamieszania związanego z koronawirusem przyniósł mi wspomnienie filmu, który oglądałam dawno temu, bo zdaje się niedługo po maturze. Trochę czasu poświęciłam na to, by w pamięci odszukać jego tytuł: „Dzień zagłady”, nakręcony w 1998 roku.

Wracałam akurat z pracy, która trwała już krócej niż zazwyczaj, i zmierzałam właśnie do Biedronki, gdzie planowałam kupić ręczniki papierowe – gdy właśnie napłynęły te obrazy. Oczywiście, ręczników nie kupiłam. W mojej głowie jednak nawet nie postała myśl, jak dziwny, jak trudny czas przyjdzie nam niebawem przeżywać.

O czym jest ten film? Tak w skrócie: o tym, jak różnie zachowujemy się w obliczu nadciągającej katastrofy. Że mamy instynkt samozachowawczy i pragniemy żyć. Że jesteśmy zdolni do altruizmu. Że mamy w sobie dużo pokory i potrafimy zaakceptować to, co nieuniknione. Będą też tacy, którym uda się pogodzić ze sobą i z przeszłością (to jest właśnie scena, która poruszyła mnie najbardziej i ją widzicie na obrazku). Że nie każda historia dobrze się kończy. Pewnie można się też w ogóle nie bać. Myślę, że tak. A to prowadzi do wniosku, no przynajmniej ze mną tak było, że te wszystkie, nawet skrajnie odmienne emocje i reakcje są jak najbardziej OK.

Może więc jest to dobre kino na czas koronawirusa?! Bo nie wiadomo, jak długo jeszcze będziemy zmuszeni do takiej izolacji społecznej. Ja sama czas na obejrzenie tego filmu musiałam wyszarpać, ale jakbyście już nie wiedzieli, czym się zająć, co przeczytać lub też co obejrzeć – to „Dzień zagłady” jak najbardziej polecam.

Gdybyście zdecydowali się obejrzeć ten film, podzielcie się refleksjami. A może macie jakieś inne rzeczy, przemyślenia, wspomnienia, które wydobyła z was wyjątkowość tej utrzymującej się od kilku tygodni sytuacji?

0 comments

Publikowanie komentarza